wtorek, lipca 16, 2019

Pojechałam dziś do nowego domu na inspekcję po deszczu . Clear!
Wbiegłam na górę po schodach( wygodne!) , szybka wizyta w łazience , sypialni ,pokojach dzieci . Czysto!
Wszystko ok.
Pozachwycałam się jak zwykle pustymi wnętrzami :-D ( od jutra ma wejść ekipa i działać ,działać ,działać! )

Miło tam być ,choć na chwilę , wyobrażać sobie co tam będzie  i jak nam tam będzie.

A w starym domu Franciszek coraz odważniej stawia kroki. Pokonuje coraz dłuższe odległości , tańczy z dziewczynami i niezmiennie ściągam go z kanapy .
Czasem terroryzuje nas płaczem , kiedy trafi się mu  gorszy dzień i( nowe zęby) wtedy trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać na drzemkę.
Na szczęście śpi w ciągu dnia dwa razy, czasem zdarza się 3! ( I tu można by wstawić dźwięk chóru anielskiego;-))




 Tak jak wczoraj miałam power i poskładałam zaległe pranie , tak dziś... Bezsilność , zamułka i kompletnie bez energii.
Franek po drzemce wstał lewą nogą i nie było lekko.
Teraz pada ...
Głowa mi odpada ...
Dobrze że ten dzień już się skończył.
Dobranoc




poniedziałek, lipca 08, 2019

awaria

Ojeju ,jeju czarodzieju!
Aparat padł mi na amen i koniec.
Trochę się czuję jak bez ręki... Zdjęcia więc są ale z telefonu i póki nic innego nie wymyślę, tak też pozostanie.
Zonk na maxa ale cóż...siła wyższa.

Z rzeczy przyjemniejszych w zeszłym weekend zostaliśmy zaproszeni na domek do znajomych na Kaszuby.
Przeciwności przed wyjazdem było sporo ale na szczęście się udało. Pojechaliśmy i było pięknie.
Półwysep Lipa raj na ziemi...
...wow! Co za miejsce!














Frankowi wyrżnęła się druga górna jedynka i trochę wyluzował , dziś spał na drzemce w dzień ponad 3 godziny! 3 etapowo: w wózku, na mamie i na kanapie.
Tyle wygrać :D

niedziela, czerwca 23, 2019

Zrób coś dla siebie



Wszystko zaczęło się od odstawienia Franka od piersi...
Przed tym wydarzeniem zrodził się w głowie Piotrka pomysł, że jeśli już to nastąpi i Franek przejdzie na butlę( a ja będę już zbędna ;)) to powinnam wyjechać na weekend. 
Sama. Bez dzieci.
Projekt "odstawienie" przebiegł pomyślnie więc kułam żelazo póki gorące i zaplanowałam babski wyjazd z przyjaciółką Asią. 
W Boże Ciało po procesji, z błogosławieństwem pojechałyśmy na mazury :) 

Naszym głównym postojem było jezioro w Giżycku a potem już jazda do mojego domu rodzinnego.
Tam zostałyśmy ciepło przyjęte, jednak rodzice mieli mały niedosyt, że nie wzięłam ze sobą choćby jednego dziecka :D Ale nie było o tym mowy, to już nie byłby tak zupełnie beztroski wyjazd ;)
Także następnym razem :) ( tak!planujemy już następny raz - też z inicjatywy Piotrka :D )






Pobyt ....co tu dużo pisać, no było cudooownie! Relax, jeziorko, spokojne noce, słońce i nasz główny punkt programu czyli oleckie lumpeksy.
Łupów co nie miara, dla całej rodziny w Stożnem i Gdańsku :D Było IDEALNIE!
Wyjazd spełnił moje oczekiwania w 200% !
(książka z poniższego zdjęcia kupiona "na ciuchu" w Olecku :D )
I jak wiadomo...wszystko co dobre szybko się kończy , ale powroty też są fajne .
Przytulas od Franka na wejściu mmmmm jak ciepła bułeczka :)
Zuzka też zaliczyła babski weekend bo pojechała do kuzynki i do tej pory jeszcze nie wróciła :)
Także czekamy :)



poniedziałek, czerwca 10, 2019

Bogactwo

Zielona szkoła Zuzi, zakończenie karmienia piersią, grypa żołądkowa trójki oraz spóźniona impreza urodzinowa Franka, obcięcie włosów dziewczynom - zmiana na lato :)
To tak w skrócie co za nami (grypa w trakcie - Franek)

Ten czerwiec jest tak bogaty w wydarzenia i emocje i różne rzeczy, że aż brak miejsca na oddech.
Festyny, pikniki, imprezy...
Basi festyn nam przepadł przez chorobę właśnie.
Czasem coś nam wypada z kalendarza, bo albo za dużo, albo ktoś się pochoruje.
















Jeden dzień był tak hadkorowy, że aż zaczęłam się w pewnym momencie śmiać...
Nawał wszystkiego, kłótnie , nerwówki , bałagan, pośpiech, wszystko na raz... i kiedy Basia na białej kanapie oblała się sokiem marchewkowym (siebie i kanapę) to nie wkurzyłam się tyko zaczęłam się śmiać :D Szczerze śmiać. Rozładowałam napięcie i razem z Piotrkiem posprzątaliśmy awarię.

A teraz usiadłam do kawy i tortu z wczoraj i nie wiem, czy pomalować paznokcie , czy sprzątać po wczorajszym czy zrobić wpis.
Robię wpis.
Franek śpi. Wczoraj wymiotował. Noc na szczęście ok.





Odstawienie od piersi wyglądało tak... Zaplanowaliśmy z Piotrkiem że akcję przeprowadzimy w weekend, wiedząc, że będzie płacz i nocne wstawanie, noszenie, uspokajanie ...
W ten weekend w który miało się to wydarzyć  - rozchorowałam się ja! No to odpada. Choroba plus odstawka, za dużo na raz.
Kolejny weekend seria jakichś imprez... znowu zonk!
i w końcu...w poniedziałek dostałam wieczorem impuls. To dziś!
Piotrek był na treningu, ja położyłam dzieci do spania, i z energią zdecydowałam, że to ten dzień, a w zasadzie ta noc :)
Piotrek przyjechał, zgodził się , i poszło...
Franek budził się o 23,( w pierwszej chwili chciałam go po prostu przystawić i na karmić i spać dalej ale nie... )potem o 1, 2 , 3, 4 i 6 i ostatecznie o 7 już wstał na dzień dobry :) (na pierwszą drzemkę padł po ósmej)
Po każdym obudzeniu był noszony na rękach i do picia dawałam mu wodę. Pił.
Każde noszenie trwało kilka minut(poniżej 5) po czym był odkładany do łóżeczka i spał.
Kolejny dzień miałam energię jak nigdy. Nie wiem, ale to odstawienie chyba dało mi takiego kopa, bo po tak dziurawej nocy powinnam być nieprzytomna jak zombie. Piotrek był.
Mnie dopadło następnego dnia ;)
Druga noc Franka była już o niebo lepsza, obudził się dwa razy, za każdym razem napił się wody, krótkie noszenie i odlot do łóżeczka. No nie wierzyłam ! Tak było! Cudownie!
Każdej nocy póki co budzi się właśnie dwa razy. Ręce, woda i spać .
Dla mnie bomba. Poszło gładko, naprawdę się tego nie spodziewałam.
Dzięki Ci Panie! :)

Odstawienie miało miejsce pierwszej nocy kiedy Zuzia pojechała na zieloną szkołę. Na trzy dni.
Ja się trochę stresowałam, jej pierwszy taki wyjazd z klasą , bałam się czy bezpiecznie dojadą do celu, jak będzie na miejscu, czy złapie kleszcza itd...
W końcu wszystko się udało, ona zadowolona, czas zleciał szybko, w sumie złapała 3 kleszcze ale nie wpiły się bo sama je zdjęła.






Urodziny Franka też były co chwilę przekładane bo choroby nam krzyżowały plany, w końcu wczoraj udało się umówić z chrzestnymi i był tort!
Impreza mała, w zasadzie tylko chrzestni i my, odwykłam już od masówek, nie mam na to siły ani czasu żeby wszystko ogarnąć na większą ekipę, ledwo co udało mi się posprzątać dom na te okoliczność (trwało to cały tydzień!) , a tort kupiliśmy, wiec jedyne co przygotowałam to pizza (kilka pizz) oraz popcorn (Piotrek, mistrz popcornu)
To był nasz max!
Zaczęłam mierzyć siły , rozsądnie podchodzić do tego co mi się uda, co mogę zrobić ... na ile starczy mi czasu i możliwości ogółem mając małego szkraba który wszędzie wchodzi i trzeba mieć oczy dookoła głowy.









Mam nadzieję, że tydzień ten przejdzie gładko, że Frankowi się szybko poprawi i staniemy na nogi.
Oby tak było.