środa, grudnia 24, 2008

Święta już o krok...

Wszystkim odwiedzającym życzymy radosnych, spokojnych pełnych ciepła i wolnych od zmartwień Świąt Bożego Narodzenia i aby w Waszych sercach narodził się Zbawiciel.
Tegoroczne święta spędziliśmy w rodzinnych stronach Kasi. Większość czasu graliśmy w gry, które przyniósł nam Mikołaj ...

...ale były też spotkania z przyjaciółmi, i posiadówki w domu u Patryka, bo jak na mazury przystało było mroźno i zimno ***

Długie zimowe wieczory graliśmy w karty i nie tylko... Jednak wolne się szybko skończyło, i trzeba było wrócić do pracy .
(Na zdjęciu powyżej młodszy brat Kasi - Tomek)

Bo jak wiadomo wszystko co dobre szybko się kończy, ale co tam... bo i tak - nie ma jak w domu :) Miło było wrócic do domu do Gdańska, czysto, ciepło i spokojnie...

Wkrórce nowy rok...nowe możliwości... Oby przyniósł nam wszystkim wiele dobrego!

poniedziałek, września 29, 2008

Weekend w Malborku



Koniec września rozpieścił nas jeszcze odrobiną dobrego, pogodnego humoru. Promyki słońca przedzierające się przez złociste liście drzew działały kojaco na ciało, duszę i dobry nastrój! Nawet zepsuta pralka, z którą Piotrek męczył się kilka dni, w końcu dała się naprawić:)Poczciwa praleczka! Działa jak nowa! Zasługa Piotrka jak nic!
Codziennie uczymy się czegoś nowego. Dziś jest to naprawa pralki, jutro macierzyństwo... Dlaczego o macierzyństwie?! A bo byliśmy w weekend u kuzyna Kasi - Andrzeja w Malborku. Andrzej mieszka wraz ze swoją całkiem świeżo upieczoną żoną Martą( w grudniu 2007 wzięli ślub) i zupełnie świeżo narodzonym synkiem-Antosiem(skończył dziś 3 miesiące).
Mały Antoś to prawdziwie cudowne stworzenie. I pomyśleć, że kobieta nosi maleństwo przez te 9 miesięcy w brzuszku, i potem pojawia się ono na świecie, patrzy na Ciebie tymi małymi oczkami, macha tymi malenkimi rączkami, i robi gigantyczne kupy :)

Mały Antoś nas zauroczył, ale podejrzewam,że wielu z nas mięknie na widok małego dziecka:) do póki nie płacze! ;)Antoś na szczeście był radosny. Kasia - w nowej roli cioci, szybko wymiękła, kiedy po pół godzinnym noszeniu mełego na rękach miała skurcz mięsni :) No ale jo już pewnie kwestia wprawy, a początki jak wiadomo nie są łatwe:)

Szamotyły zabrali nas do zamku w Malborku. Okoliczności przyrody były piękne, miejsce urokliwe, takie miłe miasto:)

Obowiązkami dzieliliśmy się na zmianę - raz Piotrek prowadził wózek, raz Kasia, od czasu do czasu tata! Ale to my chcieliśmy nacieszyć się potomkiem Szamotułów.


Antoś na powietrzu ciągle spał, więc spokojnie mogliśmy zwiedzic dziedzinec zamku i pokręcić się po okolicy podziwiając widoki.



O! POBUDKA!


Malbork to stare miasto z klimatem, a zamek pełen tajemnic.
Martę, Andrzeja i Antosia mamy zamiar jeszcze odwiedzić :)...

...choćby dla tego uśmiechu :)

środa, września 03, 2008

Potrzeba pokoju...

Czasem zdarza się, że na naszym blogu pojawia się post zmuszający do refleksji i to właśnie będzie taki post. Czasem pierwiastek filozoficzny (obecny u Piotrka) może mieszać się z wydarzeniami życia i z tej mieszanki powstaje post życiowo-refleksyjny. Jeśli, któryś z naszych czytelników ma ochotę na kilka zdjęć i pogodny opis odradzamy dalszą lekturę i polecamy poprzedni post. A ponieważ refleksje zrodziły się w pokręconym umyśle Piotrka trzeba jeszcze przejść na pierwszą osobę by nie obciążać Kasi i można zaczynać:

Mój mistrz ks. Józef Tischner autor filozofii dramatu mawiał, że filozofia musi odpowiadać na bóle człowieka, bo jeśli tego nie robi jest bliska zdrady. Stąd moje słowa i filozoficzna odpowiedź na ból, który jest doświadczeniem mojej rodziny. Ból, który jest dotyczy wielu rodzin w różnym stopniu. Chodzi mianowicie o skłócenie. Można się śmiać czasem, że potrzeba się pokłócić, żeby móc się potem pogodzić ale są takie kłótnie, które nie kończą się godzeniem a kolejną raną w sercu. Gdy tych ran jest za dużo lub zadana zostaje jedna silna ludzie uciekają od siebie, zamykają się, chcą zapomnieć. A zapomnienie, ucieczka nie goją ran lecz je konserwują. Posłużę się słowami Mistrza: „Krzywda rodzi świadomość krzywdy, świadomość krzywdy pomnaża krzywdy, pomnożona krzywda rodzi odwet, a odwet niszczy przede wszystkim samego skrzywdzonego i tym sposobem prowadzi do jeszcze jednej „śmierci człowieka”” A więc odwet: Jeśli ja zostałem zdradzony to niech każdy będzie. Człowiek zostaje zdradzony (bo to zdrada rani serce) i odpłaca zdradą, odpłacona zdrada pogłębia ranę i mamy błędne koło.

Kto jest winny? Odtwórzymy ten dramat: „To TY jesteś winny!” Albo jeszcze gorsze, bo nieoparte na dialogu: „To on/ona jest winny!”. Za tymi zarzutami powtarzanymi ciągle czai się strach, że to JA jestem winny i te zarzuty muszą ten strach zakrzyczeć. W tym dramacie i na tym błędnym kole dojeżdżamy do sytuacji, w której znajduje się część mojej rodziny. Roma, Romek, Hanka i Michał to osoby dramatu – oczywiście jest ich więcej i przepraszam jeśli je pomijam, wymieniam te osoby, których ból poczułem. Każda z tych osób cierpi i ja sam po ostatniej wizycie u dziadka Romka wyszedłem zasmucony. Kolejny raz traciłem nadzieję, że wszyscy się pogodzą. Moja posępność trzymała mnie do dziś wieczór, do czasu kiedy zrozumiałem czego potrzebuje dziadek i czego potrzebuje każda z osób dramatu. Potrzebują POKOJU, pokoju Ducha. A tu znów wkracza filozofia (dialogu). Duch i wszelka duchowość jest tym, co jest między ludźmi, to Słowo które jest między nami. Nie ma duchowości bez relacji dialogicznej (nieprzedmiotowej) do drugiego człowieka. Duchowość jest tym, co „dla Innego”: litość, współczucie, przebaczenie, bliskość. A to co odbiera nam Ducha jest tym, co jest dla siebie i jednocześnie przeciw sobie: smutek, skarga, podejrzenie, beznadzieja. Mówiąc o spokoju ducha i życząc go czasem ludziom pamiętajmy, że chodzi o spokój, jaki ma człowiek, który ze wszystkimi jest pogodzony.

Zwracam się, więc z apelem do osób dramatu: Taka jest moja odpowiedz na Wasze cierpienie: POKÓJ. Banalne? Łatwo powiedzieć? Oczywiście to samo słowo nic nie zdziała dopóki nie umieści się go jako WARTOŚĆ. Jako wartość powyżej komfortu, pieniędzy czy nawet zdrowia, bo pokój te ostatnie bogato ofiarowuje. Chciałbym (i tego Wam i sobie życzę), żebyście za cel postawili sobie pokój i poszukali do niego środków. Każdy z Was kto zgłosi się do mnie o pomoc w tej sprawie nie tylko otrzyma moje pełne zaangażowanie ale też ucieszy moje serce i tchnie nadzieję.

niedziela, sierpnia 24, 2008

Co nowego ?


No właśnie! Co się wydarzyło? Przede wszystkim wspaniały, odżywczy, wesoły wypad weekendowy do Augustowa na mazurskiej ziemi. A wcześniej usunięcie migdałków Piotra.
- Bolało?
- Trochę nieprzyjemne, bo na znieczuleniu miejscowym, dawno już niewidziałem tyle swojej krwii, ale szybko sprzątneli (mnie, lekarza i podłogę), szkoda że nie pokazali mi tych niesfornych podniebiennych organów, nie mogłem ich o to poprosić, przez cały dzień potem już byłem małomówny :).
- Pamiętaj, żeby brać leki przeciwbólowe po to one są! po to są one!
Wszystko dobrze się zakończyło, obecnie gardło już zagojone.


A Augustów, ah.. Augustów. Po przygotowaniach na ostatnią chwilę (jak zwykle, bo wtedy wszystko się robi w w najkrótszym czasie) wyruszyliśmy ku przygodzie. Po krótkiej wizycie w Stożnem byliśmy na miejscu i szukaliśmy pola namiotowego, i w tych poszukiwaniach właśnie Kasia zaliczyła glebę z ekwipunkiem, którą wspominaliśmy później za każdym razem, kiedy chcieliśmy się pośmiać. Wieczorem i w nocy szalała burza. W naszym nowym namiocie pojawiło się kilka kropel, a Kasia panikowała, bo pioruny waliły jeden za drugim i wrażenie takie jakby trafiało namiot obok.
Namiot, nie okazał się bublem poprosu wytrzymuje tylko określony słup wody. Rano na namiotach sąsiadów suszyły się spiwory.

Potem było więcej atrakcji: poranna ożeźwiająca kąpiel na pustej plaży; długie spacery nadjeziorne wymuszone daleką odległością pola namiotowego od centrum; długodystansowe rejsy kajakiem i rowerkiem (no rowerkiem to już nie takie długie, bo ślamazarny); pyszne miejscowe rybki (smaki bezprzesady wprawiające w zachwyt) z Łomżą; pływanie i siatkówka wodna przez materac (kupa zabawy, materac zamiast siatki - to wyjaśnienie musi wystarczyć)oraz koncert Czerwonych Gitar



Solidnie wypoczęliśmy i aż żal było wracać. Mazurski klimat udzielił nam się sowicie a "efekt kajaka" pozostał Kasi na kolejne noce(podczas układania się do snu, takie wrażenie jakby się było w kajaku na jeziorze:))

środa, lipca 23, 2008

PRZED-URODZINOWO

Tego posta dedykuję mojemu narzeczonemu - Piotrusiowi, który 24 lipca skończy 25 lat!
Spełnienia marzeń, spokoju ducha i tego co naaajlepsze!
Życzę Ci, abyś był szczęśliwy - w tym zawiera się wszystko !

Dziękuję, że znalazłeś sie na mojej drodze :)


W zwiazku z tą okazją , przygotowałam z Bodkami małe przyjęcie-niespodziankę.

Przed-Urodzinowa niespodzianka polegała na tym, że razem z Izą i Łukaszem, w pełnej konspiracji uzgodniliśmy szczegóły naszego planu.
Udało się! Pełne zaskoczenie było owocem kilkudniowych uzgodnień!
Głośne 100 lat, tort ze świeczkami,prezenty, szampan i wesołe towarzystwo:)
Mimo iż urodziny wypadały 2 dni później, sposobem mazurskim -3 dni przed ... :)
Niespodzianka była o tyle udana, że Piotrek się niczego nie spodziewał!
Te chwile właśnie przeszły do historii...
Wszystkiego co najlepsze Piotrusiu ! ! !

Sobotni Meksyk





Sobota przebiegła nam po Meksykańsku, bo urzadziliśmy se meksykańskie potrawy ... mmmm pycha!
Była też pinacolada na świeżym powietrzu...
A to nasz Zbyszek :)

sobota, czerwca 28, 2008

Niezwykła sobota

Oglądaliście ten film "Noc w muzeum" ?! Tak?! Bo My dziś przeżyliśmy coś podobnego... :) Tyle że to była noc w oceanaruim. No może niezupełnie noc, bo zaledwie parenaście minut i w dodatku około 20 , ale za to było już po zamknięciu oceanarium, i pan Ochroniarz wpuścił nas bocznym wejściem! A wszystko zaczęło się od tego, że Kasia dostała pracę w banku...
Postanowiliśmy to uczcić spotykając się z Bodkami. Poszliśmy więc na kolację , a po kolacji nad morze.Przechodziliśmy obok oceanarium w Gdyni i pomyśleliśmy, że warto byłoby wejść do środka i obejrzeć rekiny z bliska. Gdy chcieliśmy wejść podszedł do nas pan Ochroniarz i powiedział :
-"Co chcecie wejść?! " - uśmiechając się podejrzanie...:)
my mu na to, że tak, ale on oświadczył nam, ze już nie zdażymy bo jest za późno.
-"A co , nie jesteście stąd?!" - zapytał przemiły pan
-"No nie, jesteśmy z Elbląga:)"- odpowiedział nasz przyjaciel ...
Pan Ochroniarz współczując nam, ze przyjechalismy z Elbląga(choć tak naprawdę w Elblągu byliśmy bardzo dawno, i w dodatku przejazdem ) zaproponował nam zwiedzanie po godzinach, mówiąc, że wpuści nas tylnym wejściem ...Tak się też stało :) Okazało się, że Pan Ochroniarz zwerbował wcześniej trzyosobową grupę osób do zwiedzania "na czarno" :) więc razem poszliśmy do kilku sal z akwariami , rybkami i różnymi stworkami morskimi. Na koniec zeszliśmy na dół obejrzeć rekiny i żółwia, który ważył 100 kilo !
Było bardzo miło. Przemiłemu panu wpadła nadgodzinna premia a nam niezapomniane wrażenia :)

wtorek, czerwca 10, 2008

Czas, czas, czas...


W związku z nieubłagalnym pędem tego czasu, dziś - małe wspominki.
Otórz zbliża się rocznica, kiedy to poznaliśmy się nad jeziorem w Olecku...
To już 3 lata...(albo dopiero, ale przecież każdy kiedyś zaczynał:)

Z tej okazji kilka niepublikowanych tu jeszcze zdjeć , na których widać jak się zmienialiśmy przez te 3 lata...
"Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu,
jak pieczęć na twoim ramieniu,
bo jak śmierc jest potężna jest miłość."
(Pieśń nad Pieśniami 8, 6) "Serce to filozof bardzo głeboki,
szczery, odkrywający tam prawdę,
gdzie jej rozum dostrzec nie może,
i nieraz poprawiający jego grube omyłki."
(Aleksander Świętochowski) "Odpowiedniejszą rzeczą jest śmiać się z życia, niż lamentować "
(Seneka)


"Cała wartość dobrego czynu tkwi w miłości, która była jego inspiracją"
(Talmud) "O tyle stajesz się
z dnia na dzień piękniejszy,
o ile wzrasta w tobie miłość.
Bo miłość jest ozdobą duszy,
jest jej pięknem."
(św. Augustyn)

"Nic nie tworzy przyszłości tak jak marzenia"
(Wiktor Hugo) "Dobrzy ludzie są szczęśliwi"
(Sokrates)
"Drogi prowadzą zawsze do ludzi"
(Antoine de Saint-Exupery "Mały Książe")