niedziela, sierpnia 24, 2008

Co nowego ?


No właśnie! Co się wydarzyło? Przede wszystkim wspaniały, odżywczy, wesoły wypad weekendowy do Augustowa na mazurskiej ziemi. A wcześniej usunięcie migdałków Piotra.
- Bolało?
- Trochę nieprzyjemne, bo na znieczuleniu miejscowym, dawno już niewidziałem tyle swojej krwii, ale szybko sprzątneli (mnie, lekarza i podłogę), szkoda że nie pokazali mi tych niesfornych podniebiennych organów, nie mogłem ich o to poprosić, przez cały dzień potem już byłem małomówny :).
- Pamiętaj, żeby brać leki przeciwbólowe po to one są! po to są one!
Wszystko dobrze się zakończyło, obecnie gardło już zagojone.


A Augustów, ah.. Augustów. Po przygotowaniach na ostatnią chwilę (jak zwykle, bo wtedy wszystko się robi w w najkrótszym czasie) wyruszyliśmy ku przygodzie. Po krótkiej wizycie w Stożnem byliśmy na miejscu i szukaliśmy pola namiotowego, i w tych poszukiwaniach właśnie Kasia zaliczyła glebę z ekwipunkiem, którą wspominaliśmy później za każdym razem, kiedy chcieliśmy się pośmiać. Wieczorem i w nocy szalała burza. W naszym nowym namiocie pojawiło się kilka kropel, a Kasia panikowała, bo pioruny waliły jeden za drugim i wrażenie takie jakby trafiało namiot obok.
Namiot, nie okazał się bublem poprosu wytrzymuje tylko określony słup wody. Rano na namiotach sąsiadów suszyły się spiwory.

Potem było więcej atrakcji: poranna ożeźwiająca kąpiel na pustej plaży; długie spacery nadjeziorne wymuszone daleką odległością pola namiotowego od centrum; długodystansowe rejsy kajakiem i rowerkiem (no rowerkiem to już nie takie długie, bo ślamazarny); pyszne miejscowe rybki (smaki bezprzesady wprawiające w zachwyt) z Łomżą; pływanie i siatkówka wodna przez materac (kupa zabawy, materac zamiast siatki - to wyjaśnienie musi wystarczyć)oraz koncert Czerwonych Gitar



Solidnie wypoczęliśmy i aż żal było wracać. Mazurski klimat udzielił nam się sowicie a "efekt kajaka" pozostał Kasi na kolejne noce(podczas układania się do snu, takie wrażenie jakby się było w kajaku na jeziorze:))