środa, maja 30, 2012

Pan G mówi, że jeszcze nie :)


Witajcie!
Już nie będę smęcić i marudzić... Jeszcze nie rodzę, ale widać tak ma być. Widać dziecko potrzebuje jeszcze posiedzieć w brzusiu.
Lekarz, u którego wczoraj byłam powiedział mi , że jeśli do poniedziałku nie urodzę to mam iść do szpitala.
Termin porodu wg ostatniego usg mam na 1 czerwca, natomiast wg miesiączki był na 27 maja.
Po za tym zatkany nos mnie nie opuszcza  i mój stan jeszcze taki nie w 100 % ok. To w sumie dobrze, że jeszcze jestem w jednym kawałku. Wydobrzeję i urodzę.
Lekkie skurcze przepowiadające już są. Doris, tak jak obiecałam, masz u mnie zapiekankę, za to że przewidziałaś to, iż będę jeszcze w ciąży w tym tygodniu.
W ciąży z Zuzią ogłosiłam konkurs na termin porodu (na Fejsie), wygrał Kamil :)
W tym roku też możemy zrobić, tyle że TU :)
Kto w komentarzu trafnie wytypuje datę mojego rozwiązania otrzyma nagrodę niespodziankę! Osobom spoza trójmiasta nagrodę prześlę pocztą. Także zachęcam do obstawiania wszystkich odwiedzających bloga.
Jeśli ktoś przed Wami wytypuje już jedną datę to nie powtarzajcie tej samej, liczy się kto pierwszy ten lepszy. Każdy może wytypować jeden termin, żeby wszyscy mieli szanse :) 
I proszę się podpisać kto komentuje, żeby było jasne kto wygrał . Adres dostawy nagrody ustalimy po rozwiązaniu :) Powodzenia :)

(na zdjęciu żyrafa Zuzi, na której widok reaguje dźwiękiem "aaaaaarrrr" :) )

niedziela, maja 27, 2012

JESZCZE NIE ...

 Nic się nie dzieje! i trochę to już robi się wkurzające... Każde moje westchnięcie ,sapnięcie czy jęknięcie i Piotrek czyta czy to już?! Czy może skurcz?! A to nic :)
Babcia Piotrka codziennie dzwoni i pyta CO SŁYCHAĆ i czy może jednak nie urodzę chłopca... Ah... :)
Dorota chyba miała rację... ja prędzej przenoszę tę ciążę niż urodzę przed czasem :)
Doris, chylę czoła :) Jeśli wyjdzie po Twojemu, to stawiam zapiekankę w Ikea :)
A Monię przepraszam, że nie odebrałam dziś telefonu. Spałam. Obudziłam się, ale zamulona taka, że wpadłam na myśl, aby schować komórkę pod poduszkę :) Sory :P
 nasza mała kamieniarka, z każdego spaceru przynosi jakieś pamiątki, od kamieni , po kapsle czy szyszki :)

 Spacery możliwe są tylko we trójkę, bo ja sama nie ogarniam tematu spacerowania z małym dzieckiem i dużym brzuchem. Zuzia nie zawsze chce iść za rękę i trzeba ją gonić, albo brać na ręce, co w moim stanie nie jest nie lada wysiłkiem.  Dlatego na spacery decyduję się tylko z udziałem męża :*


czwartek, maja 24, 2012

Zuzanny, Joanny...

Dziś imieniny naszej Zuzi. 
Goście się pojawili , a nasza solenizantka zasnęła chwilę przed Ich przyjściem. I tak śpi już czwartą godzinę:) i wygląda na to, że zasnęła już na noc :) 
Także goście złożyli prezenty i życzenia na nasze ręce , zjedliśmy torcik, pogadaliśmy i było miło.

 A wcześniej wysprzątaliśmy z Piotrkiem nasz domek na bum cyk cyk , także już mam wewnętrzny spokój i mogę rodzić :)  Potem było leżakowanie z oglądaniem bajek i Zuzanna odleciała.

U mnie dziś taki małe skurczaki się pojawiły, ale takie tyci tyci, także pewnie nic z tego jeszcze nie będzie. Emocje na chwilę podskoczyły , a Piotrek cieszył się, że to może JUŻ :) ale jednak nie :P
Co więcej... hmmmmm chyba nic. Czekamy. Teraz już tylko to pozostało. Kapcie i kosmetyczkę dorzuciłam już do torby szpitalnej, także jestem już w 100 % gotowa do wyjazdu.
Płaczę tylko nad stanem moich nóg, bo spuchły mi i wyglądają jak dwie banie :( Nie widać moich kostek. Pewnie ujrzę je dopiero po porodzie ... lepiej późno niż wcale .
Na kolację robi się pizza, dziecko śpi, także wieczór zapowiada się obiecująco ... w stanie takiego relaksu jak najbardziej mogą mi te wody odchodzić ;)

Wszystkim Zuzannom i Joannom, które dziś świętują - WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO :)))

wtorek, maja 22, 2012

79

W niedzielę świętowaliśmy 79 urodziny Babci Romy. Z tej okazji przygotowaliśmy jej przyjęcie niespodziankę. Wszystko się udało a Babcia była mile zaskoczona :)
Pogoda dopisała,więc siedzieliśmy w ogrodzie 
 



Piotrek się rozchorował i jest na L4 do końca tygodnia. Dla mnie to dar losu, bo jeśli Zosia zechce w tym tygodniu przyjść na świat, to mam Piotrka w gotowości. Stawiam na piątek/sobotę, ale kto wie! Co Bóg da!


sobota, maja 19, 2012

Wizyta u Pana G. i deptanie po deptaku

Po piątkowej wizycie u Pana G. poszłyśmy na deptak. Zuzia nie była zainteresowana pójściem nad morze, więc szłyśmy tam gdzie ona chciała.
Pan G. powiedział, że w zasadzie to już za tydzień, góra półtora będę rodzić. No oby miał rację, bo już wysiadam :P
Moim marzeniem jest rodzenie za tydzień w piątek , po pracy Piotrka, lub ostatecznie w sobotę.
Jak będzie?! Wyjdzie w praniu...

 Mały Hołowczyc za kierownicą (w oczekiwaniu na loda)

Szłyśmy z tymi lodami deptakiem i minęła nas pani z dziewczynką, ok 3 latka, i ta dziewczynka mówi:
-" O! a ON ma loda!"
na co mama dziewczynki odpowiada:
-"Bo ON pewnie zjadł śniadanie!" :D
to było dobre! :)))
Fajnie jest mieć SYNA a nie córkę. Szczegół, że Zuzia miała na sobie bluzkę z cekinowymi wiśniami oraz różowe trampki. Pewnie 3 letnia dziewczynka zasugerowała się jej krótkimi włosami, stąd ocena, że to chłopak przecie :) 
Dzięki Madziu za podwózkę i miło spędzony dzień z Tobą :*

środa, maja 16, 2012

Pokój gotowy!

 Już od jakiegoś czasu pokój dziewczyn (a w zasadzie kącik, bo to jest nasza sypialnia) jest już gotowy. Efekt końcowy widać na zdjęciu powyżej. Wiele możliwości nie było, bo na poddaszu nie poszalejesz z meblami, ale udało się stworzyć coś wygodnego, praktycznego i dla oka miłego.
 Pogoda jakaś taka pomieszana ostatnio. Zimno, ciepło, mix jakiś taki dziwaczny, spadki ciśnienia,i ja czuję się jakoś nie tak jak trzeba. Do tego dotkliwy ból kręgosłupa sprawia, że chodzę z wielkim trudem, no ale jakoś trzeba żyć. Łezka z bezsilności nie raz poleci, ale taki urok bycia w ciąży i bycia mamą. Bywa, że jest ciężko. Na szczęście Zuzia radosna i to dodaje mi sił.
Jak tylko tata postawi na stoliku talerz z jedzeniem, to Zuzia mówi "Łaaał! "  i biegnie podjadać :)
Na zdjęciu poniżej bystre oko zauważy, że na dwóch kanapkach nie ma pomidora.
Nie ma - bo Zuzia zjadła :)

niedziela, maja 13, 2012

U Kuby na urodzinach

 Kubuś, syn Chrzestnego Zuzi obchodził dziś swoje 2 urodziny. Mieliśmy przyjemność uczestniczyć w tym miłym wydarzeniu.
Dzieciaki się wyszalały , wybawiły, najadły pyszności. Szaleństwom nie było końca. 


 A tu - przyszła podwójna mama w nowej odsłonie :) Fryzjer przed rozwiązaniem był obowiązkowy, bo już patrzeć na siebie nie mogłam . A teraz mogę :) Od razu mi lepiej ! A szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci :) Wiadomo!




 Impreza była bardzo udana! Kolejna impreza urodzinowa z naszej paczki w październiku na 2 urodzinach Zuzi. A tym czasem czekamy na narodziny Zosi..
A dziś śniło mi się, że urodziłam!!!
Oj, ależ miły sen... bo wyglądało to tak, że urodziłam, przez sen, i nic nie czułam! Po prostu obudziłam się i dziecko już było urodzone, leżało ze mną pod kołdrą , takie malutkie :)
Może to taki sen na uspokojenie moich bojaźni przedporodowych. Bądź co bądź miłe to było :)

środa, maja 09, 2012

Bujanie dobre na usypianie

 Wczoraj Zuzia zasnęła podczas bujania na huśtawce :) oooooo jakie to było miłe i słodkie :)
 Nasz stan zdrowia powoli wraca do normy. Możliwe że z weekendem będziemy już w formie.
W domu trwają ostatnie porządki przygotowawczo ogólne. Wczoraj była u mnie Monia i pomogła składać ubrania (duuużo ubrań) , których mi się ostatnio nazbierała niezła kupa, a że nie byłam w stanie nic zrobić to poprosiłam Monię o pomoc, w końcu od tego ma się przyjaciół.
Monika spisała się na medal, pięknie poukładała stosy ciuchów, odkurzyła i jakoś tak dodała sił.
Dzięki kochana!
A ja stwierdziłam, że nie ma co,  i jak będę potrzebować pomocy, to się zgłoszę do kogo będę mogła, bo nie ma co się forsować i nadwyrężać. Nie w tym moim obecnym stanie.
Teraz tylko nasza w tym głowa, żeby utrzymać ten porządek do czasu pojawienia się nowego członka rodziny.
Nic tylko czekać na szczęśliwy poród .

niedziela, maja 06, 2012

cho cho...


Zuzia i ja zostałyśmy zarażone jakimś choróbskiem. Z nosa leci, gardła bolą. No cóż... bywa i tak. Nic tylko zacisnąć zęby i wytrwać do końca tego męczeńskiego stanu. Całe szczęście Piotrek ma jeszcze urlop, to będzie wzmacniał nasze domowe szeregi przez najbliższy tydzień. Na domiar złego mi coś wlazło w krzyż i ledwo chodzę, więc jak nie muszę to nie robię nic. No wczoraj obiad zrobiłam, ale tylko dlatego, że to taki na szybką rękę był :) Na szczęście Piotrek jest dzielny! Daje radę i z siłami i z cierpliwością do dwóch chorych, marudnych czasem dziewczyn :) No ale w końcu przysięgał "...w zdrowiu i w chorobie" . Słowo się rzekło.

Zanim zdążyłyśmy się rozchorować jeszcze grilowaliśmy i spacerowaliśmy po pobliskich placach zabaw :) 










środa, maja 02, 2012

zaskakujący maj


 W niedzielę byliśmy na 2 urodzinach Julki, córki mojego kuzyna z Malborka. Impreza na świeżym powietrzu, słońce, grill, dzieciaki się wyszalały. Jednym słowem bardzo udany wyjazd.





A te zaskoczenia majowe, o którym mowa w tytule dzisiejszego wpisu to to, że nasza córka 1 i 2 maja zasnęła na kanapie, SAMA bez naszej pomocy(zwykle w czasie swojej drzemki popołudniowej zasypia w wózku na spacerze).
1 maja leżała obok nas na kanapie, bawiłyśmy się w łaskotki, po czym Zuzia usiadła , ziewnęła i zaczęła zasypiać na siedząco :D
Oczka jej poleciały, powieki się zamknęły a główka opadła. Ja zaczęłam się śmiać z niedowierzania , obudziłam Piotrka i pokazałam co się stało. Oboje w głębokim szoku i fali śmiechu patrzeliśmy na nią przez chwilę, po czym Piotrek przeniósł ją do łóżka.
Dzień drugi.
Twierdząc, że wczorajszy odlot kanapowy to jednorazowy epizod, byłam pewna, że nic dwa razy się nie zdarza. No ale podczas popołudniowego oglądania bajki, Zuzia przytulona do mnie na kanapie zaczęła przecierać oczy jak do spania, po czym po chwili powtórzyła wczorajszą akcję i momentalnie zamknęła oczy. Poczekałam chwilę aż się mocniej wśpi (a to takie moje nowe słowo) i zaniosłam ją do łóżka. Szok! :)
Ale nie ma też , że to tak z niczego takie rzeczy... Po prostu Zuzia teraz spędza dużo czasu na dworze, wczoraj była na długim spacerze z tatą - oczywiście mowa o spacerze na własnych nóżkach, a nie wózkiem- a dziś była ze mną na spacerze. Dotlenienie i wysiłek fizyczny zrobiły swoje. Miło :)

A my mieliśmy dziś awarię w kuchni. Jakiś przewód w ścianie się przepalił, no Piotrek musiał kuć ścianę żeby zobaczyć co i gdzie się stało. Także dom wygląda jakbyśmy mieli remont :/
No cóż... Jakoś to będzie. Na szczęście mąż zna się na wszystkim, więc to kwestia czasu i będzie po sprawie. Myśl o sprzątaniu sprawia, że włosy mi dęba stają :/ więc z racji obecnego stanu chyba sobie odpuszczę .